czwartek, 17 marca 2011

Wspomnienia

O duchach i gwiazdach szczęśliwych
Szedłem krętą ścieżką przez wzgórze zarośnięte piołunem, na zboczu był głęboki dół. Tu leżą niechrzczeni bolszewicy z 1920 roku, ojciec z nimi walczył, powiedziała mama . Teraz pokutują i straszą, nie wchodź tam! Zabobonna jak każda baba , wierzyła w czary mary i piekielne moce.
Ale  , kiedyś tam wlazłem. Nic, prócz pustego gniazda nie było. Nie taki diabeł straszny jak go malują, myślałem wspinając się po zboczu i kiedy głowa wystawała z jamy niewidzialna siła przytuliła do ziemi, ściągnęła na dół. Ze strachu narobiłem w portki. Wykaraskałem się na wierzch, to zawirował wiatr, jak rój pszczół uniósł suche liście w gorę, a potem porwał i mnie, spadłem na ziemię rozbijając nos.
Nastała cisza , niebo błękitne bez chmurek, drzewa nie kołysały się, na rzece płynęła spokojnie woda. Do domu wróciłem migiem  z rozbitym nosem i śmierdzącymi portkami. W domu nic o tym nie mówiłem. Miejsce to omijałem jak diabeł święconą wodę!
Każdy śmiałek  ponoć miał podobne perypetie. W nocy chowałem się pod kołdrę, ale  wyobraźnia widziała niechrzczonych, rogate łby poszturchiwały w bok i budziły ze snu. Dorośli straszyli tymi bolszewikami, a ksiądz w kościele i pop w cerkwi po drugiej stronie rzeki wznosili modły o spokój ich duszy... Źli ludzie straszą i po śmierci - mówiono. Odprawiano czary mary, by najdalej ich odpędzić od zagród.
Najlepsza w tym garbata babcia spod lasu, co mieszkała z wnuczkiem. Paliła jakieś zioła i szeptała "a kysz, a kysz", a ludzie kładli jej do koszyka jajka i osełki masła, żegnając się dziękowali za pomoc.
Ale potwory się lęgły w głowach dzieci i dorosłych jeszcze długo, zaczęły dopiero znikać za okupacji, kiedy przekonano się, że nie ma gorszego diabla niż człowiek, piekło czyni i ogniem nienawiści poraża drugiego, pali żywcem, wykłuwa oczy.,wyrywa złote zęby
Wtedy z utęsknieniem czekałem na powrót ojca z Łotwy. A kiedy wrócił zapytałem -Tato, bolszewicy są niewidzialni? - Ależ nie - odpowiedział - moja szabla widziała ich głowy z daleka. - A duchy straszą? - Ludzi należy się bać, jak dorośniesz to zrozumiesz, że na ziemi piekło zrobią,, gaszą gwiazdy nadziei . A nad rzeką, trąba powietrza ciebie uniosła, a nie żaden bolszewik, każdego lata tak się dzieje.
Ale spałem z ojcem, jego głośne chrapanie odpędzało piekielne moce, łowiłem z nim ryby we śnie, słuchałem opowieści o pracy u Łotysza.
Wieczorem   mama   śpiewała  o szczęśliwej gwiazdce, a ojciec przygrywał  na harmonii. Błądziłem wzrokiem po niebie szukając jej . A  piosenka  leciała po łąkach, na  wzgórza i rzekę. Słuchały jej ryby i ptaki, niebo i ziemia. Sąsiedzi siadali na ganku i też nucili patrząc tęsknym wzrokiem na roziskrzone niebo.
Biedni szukają szczęścia w niebie śpiewała, prosiła gwiazdę o lepsze jutro. Kończyła koncert słowami "pokazują gwiazdy  innym, a swojej nie mogą znaleźć, szukają cale życie i umierają w nieświadomości. Mamy dawno nie ma, a słowa wciąż żywe.
W dzieciństwie błagałem aniołów o gwiazdkę. I szukałem jej w szkole, w miłości, pracy, alkoholu.  I kiedy liście na drzewie życia pożółkły i wiatr je strąca, dostrzegłem ją dopiero w sobie.
I mniej cierpię, i wierzę, że poszukiwanie radości na zewnątrz prowadzi na manowce, a  niespełnione oczekiwania wtedy rozczarowaniem i okazją do picia i mordobicia.
"Czasu nie  zatrzymam i straconego nie  wskrzeszę, natomiast każdą chwilę mogę wykorzystać dla siebie bez , zazdrości i złości! Złość to mszczenie się na zdrowiu przez głupotę innych. "Na  ziemi więcej głupoty  niż   gwiazd  i nikt  jej  nie policzy,  a ileż przez nią goryczy-śpiewała wtedy mama!
Teraz ogród, hamak i rybki w oczku wodnym - moim szczęściem , tam śpiew mamy słyszę , a gwiazda w sercu płonie ,w tak niezwyklej  podroży, co wskrzesza nadzieję

w związku z: Strona nie znaleziona | niezalezna.pl (wyświetl w Google Sidewiki)

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Bog sie rodzi

Kto wie  ile dzieci żyje w rodzinach , pijących permanentnie a , ile wywodzi się z rodzin patologicznych?. Ile jest dorosłych dzieci alkoholików. Nad tymi pytaniami pochylić się, jak przed Chrystusem, rząd i jego mafia koalicyjna i ta z miłością szyderczą-opozycyjna .-winna się pochylić ,a potem przy stolach wigilijnych uginających się od jadła i picia walić” w gardła swoje za zdrowie wasze”
Kiedyś jako belfer w PRL- udzielałem takim dzieciom pomocy, kiedy Bóg się rodzi , a moc truchle nie wszystkim w oczach plonie radość , pod przewróconą choinką zamiast podarków od Mikołaja lezą puste butelki, a tatuś bije mamę, zrywa z niej ubranie i zakrwawioną gwałci na ich oczach.
Wchodziłem do takich nieszczęśliwych rodzin  w trojkach komitetów rodzicielskich i niosłem im zamiast opłatka spokój i ciszę nocną. Komunistyczna milicja zabierała pijaków na przymusowe leczenie.
.Wiem ,ze  i w tę noc wigilijną sąsiad ze swoją frajdą zabaluje,a dzieci jego   pod drzwiami ,na klatce  schodowej będą - oczekiwać narodzin Chrystusa .Milicja nie przyjeżdża, brak paliwa w samochodzie służbowym.,mimo to zadzwonię,jak w ubiegłą pasterkę do nich i poproszę o interwencję .
Ile takich  rodzin w osiedlu ,dzielnicy i stolicy?Tam dzieci ofiarami przemocy, świadkami awantur,wykorzystywane seksualnie. Dzieci alkoholików nie nienawidzą rodziców,wstydzą się ich,ze piją. Ten bagaż doświadczeń zabierają w dorosłe życie i mają w nim ciągłe problemy. Nie potrafią w porę zrozumieć co jest naturalne, i normalne. Kłamią ,chociaż mogą powiedzieć prawdę Są impulsywne,boją się zwierzchników,a przyjaciół o dziwo często szukają wśród alkoholików. Są do nich  lojalni,nawet gdy mają dowody,ze druga strona na to nie zasługuje. Korzenie alkoholu są rożne,nie każdy ,z tych samych motywacji dochodzi do niego. I nie każdemu udaje się wyswobodzić z jego destrukcyjnych szponów. I o tym winni pamiętać bracia katolicy wracając do domu z pasterki limuzynami z ochroniarzami .Trzeźwych świąt im nie życzę ,ale odrobinę dobroci dla ubogich z potrzeby serca,a nie propagandy miłości bliźniego



I o tym przy suto zastawionych stolach nie pomyślą, bo talerz i widelczyk z nożykiem posrebrzanym dla ,głodnego za dość nie uczyni,skoro posesja strzeżona elektronicznie, dwa kaukazy na podwórku kły szczerzą,a ochroniarz od bramy bezdomnego miotaczem gazu goni

Usługi i handel do imprezek świątecznych przygotowani lepiej niż politykierzy do medialnych ble ble ,oferują dobrodziejstwa na cztery fajerki,brać i wybierać bełkoczą propagandowe tuby.. Towary zwane podarunkami jak świeże bułeczki idą. Brak forsy?Kredyt od ręki dajemy,Święty Mikołaj w każdym domu ma być,bo miłość bliźniego nie ma podziałów klasowych wołają z ambon. Co to za święty,co za pieniądze podarki nierówne daje,a po drodze w łachmanach dzieciaków cygańskich nie uznaje,pytają bezdomni z dworca centralnego?
Gościnność staropolska tylko dla najbliższych i bogaczy. ,a zostaw się i postaw dla kowalskich,niechaj biorą kredyt i na raty kupują,by oko sąsiadowi zbielało z zazdrości. Teraz taka gościnność jest w modzie!
Odwiedzamy chory,bezdomnych i dary rozdajemy tylko w świetle jupiterów i medialnego ble ble. Z ,nieudacznikami z których los zadrwił, wtedy bogaci śpiewają kolędy,dzielą się opłatkami.
Bóg się rodzi moc truchleje,bełkoczą każdego roku w ich gronie.,a potem w apartamentach żrą,swawola i dziwki walą ,a kac moralny w dupie mają.
/A co to jest moralność,pyta wnuczek bogatej babci przy stole uginającym się od żarcia i picia/To choroba maluczkich,by mieli wyrzuty sumienia i chodzili spowiadać się za grzechy,dawali na tacę.
Powroty po takich sjestach do pracy i domu, niebezpieczne,kroniki policyjne o tym alarmują,ale zatrzymują tylko cienkich bolków, a świętym krowom salutują i skacowanych odwożą w apartamentowe pielesze.
Ile drzewek z bombkami splunęło podadzą media,a ile wycięto ich w lesie,by tradycji stało się zadość, ile wyrzucono potem na śmietnik, to może tylko bóg wie. Obrońcy przyrody,ochrony środowiska po świętach leczą kaca ,piszą wnioski do rządu o zwiększenia dotacji na ochronę przyrody,bo ona jest naszym zielonym sercem,argumentują i liczą tym samym na podwyżkę pensji. Ile takich darmozjadów tuczy się na podatkach kowalskich w rożnych fundacjach charytatywnych dla ich rzekomego dobra ?
Zbrodnia to niesłychana, każdego roku dla małego Jezusa wycina się hektary lasu , tylko górale po śmierci JP2 przestali wozić dorodne limby do Watykanu ,bo z jakiej niby racji frycowi zwanemu B6, drzewko dawać?Niechaj Bawarczycy mu teraz jodlują
Świętą się skończą, Nowy Rok za pasem,orędzie prezydentowi doradcy już rychtują,w nim gruszki na wierzbie i nowe ble ble obiecują,rodacy uwierzcie mnie,jam nie kaczor,a komarowski z rodu możnych , ministrantem byłem i w Lechoniu kleryków uczyłem ,w między czasie pięć katolików spłodziłem
A od stycznia wzrost kosztów utrzymania ,nowy VAT po kieszeni kowalskiemu walnie,a ksiądz po kolędzie do chatki wejdzie,Jezusa z mateczką dziewicą zostawi dziatkom ,ucałować krzyżyk da i wodą święconą od siedmiu boleści kąty cztery pokropi ,pieniążki zgarnie pod sutannę i rzeknie 'bóg zapłać I tak co rok ten sam prorok”Ludzie odchodzą i nowi na ich miejsca przychodzą,a obiecanki cacanki zostają tak jak nadzieja, matka głupich zwana..Czy nie lepiej wierzyć sobie i budować wartości bez tego ble ble wyszeptał mój wewnętrzny głos i życzył pomyślnych wiatrów w noworocznych rejsach .