poniedziałek, 10 lutego 2014
Budują gniazda ,w nich radośnie śpiewają,klekoczą, życie nam umilają, przed zimą do ciepłych krajów odfruwają, jednak znów ku nam wracają .. Pamiętam ich radość ,na słomianym dachu klekotały, młode im wylęgły, skrzydełkami machały nim z gniazdka wyleciały.... Na drugi rok ledwie uwiły, samoloty bomby rzuciły , strzechy płonęły...na kikutach kominów zbudowały nowe. Jaskółki w ich szczelinkach wiły swoje gniazdka ,a ludzie w ziemiankach wtedy żyli . Nasz cudem dom ocalał a my - powiedziała mama.,w nieznane ,do drugiej Polski uciekamy , na ziemie poniemieckie,pociągiem towarowym powiozą. Pamiętam, jaskółki wtedy kreśliły ósemki nad nami,skrzydełka błyszczały słonecznym rankiem. Był to to w 1946 roku,ostatnim na kresach.
Nad Odrą dachy z czerwonej dachówki podziurawione od kul przywitały, ino gołębie gruchały i wróbli na nich ćwierkały, po polach śmigały bażanty, goniły ich zgłodniałe psy,o druty z minami zawadzały- do nieba leciały, uniosły tam naszego białogrzywego sybiraka., wtedy. okna zadrżały,a gołębie z dachu uleciały. Jak bez konia żyć pytała ze łzami w oczach mama?
Mijały lata-rozminowano pola,ale takich boćków jak na kresach,nad Brzezinką, miluchnych jaskółeczek z pod strzechy słomianej nie było ... wędrując po świecie tak cudnych jak tamte nie spotkałem. Może nad Adriatykiem, ,kiedy Anię całowałem,podobne nad nami ósemki kreśliły,kreśliły ...i blaskiem skrzydeł jak ,pierścionkiem ślubnym serca łączyły..łączyły , a mój białogrzywy Sybirak w podroż poślubną nas wiózł.
Gdzie teraz jesteś z tamtych złotych plaży i nocy pod gwiazdami ,?Minęło wiele lat a wciąż one pachnie marzeniami. Bez nich życie moje ,co upływa -niby ziarnka maku z dziurawego garnka cóż byłoby warte? Księżycowym - światłem,?Dzięki tobie ono jeszcze - słońcem świeci i grzeje serce....i . dzięki nim spotykam ciebie we śnie jak na jawie. I tak przemija dzień za dniem, a ja co raz bardziej wiem- nic nie dzieje bez przyczyny, dwa razy nie zdarzy. Kartki z kalendarza też zrywam inaczej, na sobie patrzę w lustrze innym wzrokiem, obojętniej ,imieninowe,urodzinowe uroczystości tez już ,jak ględzenie noworoczne prezydenta,jak kazania o miłości bliźniego....
.Stawiam im jednak pomniki wspomnień, niejako zatrzymuję czas , i cenię każda chwilkę tu i teraz ,aż do bólu wiem,ze nie dogonię i w stu koni dnia który przeminął..,że niespełnione marzenia -to podroż na białogrzywym w krainę szczęścia,po złote runo śród zwodniczych syrena.
Penelopę miał tylko Odyseusz. i ja nad Adriatykiem .- . Ona jak wiosna ,w listku zielonym pachnie z daleka, we wspomnieniach na mnie wciąż czeka..
..Śród ludzi wiele samotnych i nijak bratniej duszy znaleźć. Z nią jak z parasolem,deszcz pada to go nie ma. Ojciec powiadał,ze poznaje się go tylko w biedzie. Parasolem tym -moje wspomnienia I wychodzę z nim w miasto ,podróżuję,deszcz pada,a pod nim słonce świeci ,na chodniku,w tramwaju wyciągają dłonie daj złotówkę na chleb, kościoły, pałace zamknięte tam miłość bliźniego nie ma powiadają , masz parasol pełen słońca -daj- ,nie żałuj..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz